Hetman przycisnął go w milczeniu do serca

- Teraz już nie w Rzeczypospolitej, bo tamte strony odpadły. Co to były za czasy, tego nikt nie wypowie, dość, że my i oni byliśmy do psów wściekłych niż do ludzi podobniejsi... Niepokój siedzi wciąż we mnie, ale przecie otuchę mi waćpan wlałeś. Dzikie serce Jać nie umiem nawet powiedzieć, jak mi boleśno... - Słyszałaś waćpanna zakaz? Nie puszczę tej ręki, póki nie wrócą. - Jam dworskich obyczajów nieświadoma! - szepnęła w największym zmieszaniu panna. - Toż to mnie i trapi, bo ja myślałem: nie jedna, to druga. Jakoż i tych kupców ormiańskich, po których pan Zachariasz Piotrowicz ma jechać, już za panowania młodego w samym Bakczysaraju uwięziono, co podobno stało się za jego mości chanowym rozkazaniem.

- Wiem, wiem! - powtórzyła panienka - jam też sierota! Tu mała łezka stoczyła się jej z powieki i osiadła na owym puszku nad ustami. Lat blisko dziesięć, jak z domu uciekł i listami jeno do mojej ojcowskiej klemencji pukał. Stado było coraz bliżej. Co mu zatem teraz pozostawało do roboty? Jak miał postąpić? Brakło już tylko kilku dni do jego odjazdu, któren odjazd mógł wszystko przeciąć i zakończyć. ks. Piotr Pawlukiewicz Taka ci się i pod namiotem przygodzi; a przyjdzie na nią termin, choćby w czasie bitwy, to ci jeszcze będzie bodaj z jednej ręki z rusznicy grzmieć. W jarach tu i owdzie jeszcze się coś śniegu przytaiło, ale wysoki step zielony i wiatr ciepły wieje, od którego konie poczynają lenieć, a to najpewniejsze wiosny signum. - Już też się o to nie bój. - Basiu, co to? kto to? - spytała z przerażeniem pani Makowiecka.

Przez Bóg żywy, anim się tego po tobie spodziewał, ale teraz widzę, żeś niezwyczajny człek i że cię Pan Bóg do wielkości przeznaczył. Podkanclerzy zamrużył oczy i siedział czas jakiś w milczeniu; nagle podniósł głowę, spojrzał na pana Zagłobę i począł mówić z wolna: - Dziękuję Bogu, że mnie natchnął myślą poznania waszmości. Wre już tam przed elekcją jak w ukropie, bo każdy swego kandydata zaleca. - Janie, to służba publiczna! - odparł surowo Zagłoba. Da Bóg, nie damy się tym łuszczybochenkom, co sejmikować tylko umieją i panu hetmanowi zdradę przeciw królowi zadawać. Jan Grzegorczyk Basi zdawało się, że to myśliwi wyjeżdżają na jakoweś łowy mające się o świtaniu rozpocząć i dlatego tak idą cicho i ostrożnie, aby zwierza przedwcześnie nie spłoszyć... - Prędko by noc zeszła na słuchaniu waćpana - rzekła Krzysia. - Jam tu dzień i noc dążył, a ona już mnie i widzieć nie chce! Com ja takiego uczynił! Jakie grzechy na mnie ciążą, że mnie gniew boży ściga, że mną wiatr jakoby liściem zeschłym żenie? Jedna umarła, druga do klasztoru idzie, obie Bóg mi sam odjął, bom widać przeklęty, bo dla każdego jest zmiłowanie, dla każdego łaska, jeno nie dla mnie!...

Michale, miej Boga w sercu, zastanów się, gdzie i kiedy znajdziesz lepszą sposobność, jako właśnie masz w tej chwili. Mój Boże, to mi wdzięczność! A któż Michała namawiał, byś z nami jechała? Ja! Srodze sobie to teraz wyrzucam, zwłaszcza że mi tak moją życzliwość płacisz. Niech Bóg rozmnoży pokolenie twoje jako gwiazdy na niebie. Pan Wołodyjowski leciał tak, że pachołek, na gorszym koniu siedzący, daleko pozostał za nim. Dzikie serce Lecz mniszek spojrzał z nieufnością na rozmawiającego tak dziwnie arcybiskupiego wysłańca i odrzekł: - Za kim się tu drzwi zamkną, ten już nie wychodzi. - Nie osobę, broń Boże! - Nie cierpię pana Michała! - Masz, bakałarzu, za twą naukę! - odpowiedział mały rycerz. Chodziliśmy i na Ukrainę, i na pana Lubomirskiego, i znów na Ukrainę, już po śmierci ruskiego wojewody, pod panem marszałkiem koronnym Sobieskim. Siedzieli tak blisko siebie, że prawie czołem w czoło.

- Na to my tu i potrzebni, żeby był miecz nad szyją kozacką zawieszony. Tu by mnie niepokój zgryzł, a tam, przy takim żołnierzu, będę się czuła bezpieczniejsza niżeli królowa w Warszawie; trzeba zaś będzie z tobą w pole wyruszyć, to wyruszę. i żyć mi niemiło... Przypadki księdza Grosera - Choćby to miasto było i dziesięć razy większe, niż jest - rzekł wreszcie - jeszcze byście waćpanny najcelniejszy jego mogły stanowić ornament. Nic to! Powoli w konfidencję z nim wejdziesz, poznasz go lepiej, wyrozumiesz i wówczas dopiero będziesz wiedziała, co czynić. Bóg jeden wiedział, ile było zaparcia się siebie w tym życzeniu, jakie Wołodyjowskiemu wypowiedziała, by Bóg odmienił Krzysine serce - i za to spotykało ją niesłuszne posądzenie, szyderstwo, obelga w chwili właśnie, w której byłaby oddała krew, by pocieszyć niewdzięcznika. I cóż się pokazało? Oto pan Rewera machnął trzy i hajducy musieli go podnosić, bo sam wstać nie mógł, a ja go naokolusieńko objechałem, mało trzydzieści pięć razy fiknąwszy. - Z tego małżeństwa urodził się pan Mikołaj Smiotanko, takoż chorąży podolski.

Nie masz innej rady! - Nie może być! Piast! - odpowiedział Zagłoba. Padła też na gruby pokład mchu wyściełającego niby futrem dno szczeliny, ale wstrząśnienie było tak silne, że zemdlała. A żonatym będąc, choćbyś wyjechał, to byś wrócić musiał, chybabyś i żonę przez rozbujałe flukta chciał przewozić, a tego nie suponuję. Trudu i starania nie żałuj bacząc, że finis coronat opus, i bądź pewien, że za ową życzliwość matka nasza równą ci miłością nagrodzi.” - Ot mi nagroda! - mruknął ponuro młody Tatar. Panna położyła bębenek na kolanach i skrzyżowawszy na nim dłonie rzekła półgłosem: - Boi się, ale nim się odważy, mogą przyjechać i nic sobie nie powiemy. Ów spojrzał na pismo i rzekł: - Od pana hetmana! Po czym rozerwał pieczęć i czytać począł: „Mnie wielce miły i kochany Wołodyjowski! Przez pana Bogusza z drogi posyłam ci mój szczery afekt i instrukcje, które pan Bogusz personaliter ci oznajmi. Wyznaję ci też jako na spowiedzi, że swego czasu bywałem płochy. Krzysia zatrzymała się nagle: - Nie może być? - Zwyczajna żołnierska służba! Na Ruś jadę, ku Dzikim Polom...

- Sama pewnie by tak nie postąpiła - mówił sobie pan Michał-a mając duszę wielką, niechybnie i w innych tej wielkości desiderat. Piotrowicz będzie wkrótce jechał. Wszystkie usta rycerskie powtarzały ze czcią jego imię. Przed oczyma widział twarz Drohojowskiej, jej oczy z długimi rzęsami i usta puszkiem okryte. Skoczywszy do siebie, poczęli się witać z wielką radością, a następnie opowiadać sobie, co się im wzajemnie przez czas rozłąki przygodziło. On leżał czas jakiś z zamkniętymi oczyma, w końcu jednak otworzył je, a gdy pochylona nad nim Basia poczęła wypytywać, jak mu jest, zamiast odpowiedzi chwycił jej rękę i przycisnął do swych zbielałych warg. Choć tam i bzyknie blisko, upewniam, że nie zrani. - Dlaczego bym jej nie miał wiernie służyć? - odparł Azja.


||||||||||||||||||||||