Komu się zwierzysz, jeśli nie mnie, niewieście? Widzisz! Prawie królewska krew w nim! Pan hetman mu dziesięć indygenatów, nie jeden, wyrobi
Na twarzy nosił bliznę od ucha aż do nosa, który od przycięcia z jednej strony był cieńszy niż z drugiej. Ale Pan Bóg zrządził inaczej. - Ja tam stary, oczu nie wypatrzę, ale zaraz tu wszystkich zawołam, niech się dziwują! - Już zlazę! - wołała Basia. Jacek Pulikowski Po chwili Baśka zaczęła ją pocieszać, ale to nic nie pomogło i dziewczyna rozślochała się jak nigdy przedtem w życiu. Polskie chorągwie, a w przodzie najbliższa lipkowska, pędziły co koń wyskoczy o kilkadziesiąt kroków za nimi. W Chreptiowie nad wszelkie spodziewanie zastali państwo Wołodyjowscy gości. - Wielki Boże! - mówił - niezbadane Twoje wyroki i jeśli tego zdrajcy piorunem w kark nie trzaśniesz, to masz w tym jakoweś ukryte intencje, których się rozumem dochodzić nie godzi, choć po ludzku rzeczy biorąc, należałaby się takiemu skurczybykowi dobra chłosta.
- Chodźmy, chodźmy. I tu przedrwiwając Krzysię poczęła śpiewać: Wierzcie, rycerze, Na nic pancerze, Na nic się tarcze zdały! Przez stal, żelazo W serce się wrażą Kupida ostre strzały! - Taką ona bronią władnie, nie bójcie się! - dodała zwracając się do Wołodyjowskiego i Zagłoby. Ostawże mi choć nadzieję! Nie odbieraj wszystkiego od razu!... Mój mąż ma tu przyjechać na elekcję, a ja dziewczyny wcześniej zabrałam, bo Tatarów tylko u nas patrzeć. John Eldredge Jednym też powiadał prawdziwą przyczynę, dla której w drogę wyruszył; innych zaś, gdy się dopytywali, zbywał słowami : - Ot, z małegom do wojny przywykł, toć zachciało się jeszcze na stare lata z Doroszeńką pohałasować. Wówczas oczy jej poczynały świecić jak dwa węgielki, głowa obracała się jak na śrubkach; nie mogła się napatrzeć, naoglądać i zasypywała pana Zagłobę tysiącami pytań, on zaś rad odpowiadał, bo mógł przez to swe doświadczenie i uczoność okazać. Jednakże pani Makowiecka nie próbowała nawet odmawiać Krzysi od tego kroku i wątpiła, czy mąż będzie odmawiał; w owych czasach bowiem sprzeciwianie się podobnym przedsięwzięciom wydawało się ludziom krzywdą i obrazą bożą.
- Dla Boga! Basiu! - zawołał mały rycerz. Nie będę ja za Francuzem głosował. Cóż mnie staremu do tego!... chciałem powiedzieć: we wszystkich pułkach z całego komputu... Ludzi tam jako traw w stepie albo kamieni w Dniestrze... Janusz Korwin-Mikke Coraz coś psuło się w wozach, to znów narowiły się konie, przez co znaczne zdarzały się mitręgi. - Idź z panem Snitką po owe listy i przynieś je natychmiast.
Chodziły słuchy, że elekcja będzie burzliwą, bo cały kraj był rozdarty między trzech głównych kandydatów: Kondeusza, księcia Neyburskiego i Lotaryńskiego. - Nie chciałabym ja być tym Tatarem, którego waszmość na cel weźmiesz! - odrzekła Basia. - A gdzie nasi? - Widzisz, tam ot, hen, skrawek boru? Pana podkomorska chorągiew powinna teraz właśnie sięgać już brzegu. - Obie dziewczyny z wielkich domów i obie dostatnie, a i to coś w dzisiejszych ciężkich czasach znaczy... Janusz Korwin-Mikke Próbował jednak pocieszyć siebie i kompanię. - Nie czyń tego waćpani - odrzekł Zagłoba. Zaraz też w sieni począł się żegnać z panią stolnikową.
- To nie abominacja, jeno mam do zakonu wolę - odrzekła Krzysia. W jednej ostoi, już na ziemi greckiej, widzieliśmy z pokładu one sławne ruinas świątyń, które jeszcze Graeci starożytni wznieśli... Polowali na niego komendanci jak na wilka, zawsze na próżno, aż wreszcie na Michała trafił i przyszła nań czarna godzina. Urzekająca No! Nic to! stare dzieje... - Aha! niby to wytrzymam! Pan Zagłoba wiedział dobrze, że Basia nie wytrzyma, i tylko dlatego jej zakazywał. I dopiero gdy on po pannę Borzobohatą na Żmudź jechał, nadeszła chwila separationis; któż by się spodziewał, że najlepsze jego nadzieje tak prędko przeminą jako strzała na powietrzu? - Nic stałego na tym padole płaczu nie masz - odpowiedział Zagłoba. Ale łaska jest nade mną, spokój mi wraca, wyjść mogę, ale już nie chcę, gdyż zbliża się termin, w którym z czystym sumieniem i próżen ziemskich pożądliwości, będę mógł śluby wykonać.
Pan Michał pożegnał się i wyszedł. Cała nadzieja w opoce kamienieckiej. Tymczasem panna Basia wylazła spod stołu, łyżkę i nóż znalazła, ale zgubiła siatkę z głowy; czupryna całkiem jej spadła na oczy. Wołodyjowski zakupił za swoje i Basine sumy kilka wiosek w pobliżu Kamieńca, za które tanio zapłacił, bo już się byli płochliwsi ludzie pod strachem nawały tureckiej radzi w tamtych stronach wyprzedawali. Lecz pan Michał zdumiał bardzo. - Toż Lipkowie duszę za Mellechowicza by oddali i jak on im rozkaże, to w nocy nas napadną. - Co za ludzie? - spytał pan Michał.