Krzywdą moją chwały bożej nie pomnożysz, bo Pan Bóg nad całym światem króluje; jego są narody wszelkie, jego lądy i morza, i rzeki, i ptactwo powietrzne, i zwierz leśny, i słońca, i gwiazdy; on ma wszystko, co ci tylko na myśl przyjść może, i jeszcze więcej, a ja jeno ciebie jedną, kochaną i drogą; tyś moje szczęście, tyś moje mienie całe
Ha! żeby mi to choć do głowy przyszło! - Szkoda, że waćpani nie przyszło. Wielkiegoś serca dowiódł, żeś wyjechał, ale mamli szczerze radzić, toć powiem: wracaj, gdyż tam bliższego jeszcze konfidenta potrzeba, który by do serca nie brał, choćby go i ofuknięto, i widzieć nie chciano. Jeśli tam on zamysły moje odrzuci, tedy cię do Kryczyńskiego i innych wyślę. John Eldredge Przecie słyszałem po drodze, że ta szelma o koronę dla siebie myśli się starać! - Chybaby naród do ostatniego upadku przyszedł i nie był żywota godny, gdyby tacy królami jego mieli zostawać - od rzekł Ketling. - I! Czas o tym myśleć. Azba-bej usieczon. Po długich powitaniach nastąpiła prezentacja pana stolnika Zagłobie, następnie zaś obaj przyjezdni panowie oddawszy konie czeladnikom siedli do wasągu; Makowiecki z Zagłobą zajęli poczesne siedzenie, zaś Basia z Wołodyjowskim usadowili się na przodku. Pięćdziesiąt lat temu zacząłem już nawet nowicjat; szelmą jestem, jeśli łżę! No! Bóg inaczej pokierował...
Była przy haremie, nie w haremie, bo miała dopiero dwanaście lat. Przyjdzie ten czas, że waćpan będziesz wiedział, dlaczego to czynię... Inny byłby naprzód z oracją się popisał, a potem do konfidencji przystąpił, ja zaś od konfidencji zacząłem... Wołodyjowski zaś był rozpytując się o niego, ale gdzie się udał, nikt nie wiedział. Janusz Korwin-Mikke Po chwili dopiero, jakby zebrawszy myśli i przytomność, odrzekł po małorusku: - Oj, dobre, jako dawno nie buwało! W takim pochodzie zeszedł im cały dzień. Broń ich była rozmaita. Ściskali się tedy tak, że chwilami Ketling Wołodyjowskiego, a chwilami Wołodyjowski Ketlinga podnosił w górę. Idźcie, idźcie, ja tu z odźwiernym zostanę.
A ona na to: - Siła ja wytrzymać umiem. Boję się tylko, że waćpanny nienawykłe do czuwania. Krzysia zatrzymała się nagle: - Nie może być? - Zwyczajna żołnierska służba! Na Ruś jadę, ku Dzikim Polom... to nasza powinność i nasz los! Ale żebyśmy to choć wiedzieli, że z tą naszą krwią, która wypływa nam z ran, wypłynie i zbawienie.” Nie! i tej pociechy nie było. Lecz ona mruknęła coś tylko z cicha i naprawdę pogrążyła się w gniewie, rozmyślając trochę o tym, jak pan Michał lekko ją traktuje, a tochę o dropiach i o owym pelikanie, który szczególnie podniecił jej ciekawość. Rafał Ziemkiewicz Nie miałem żony, dzieci, więc miłowałem oną dziewczynę jak źrenicę oka. Za czym wwiódł ją do jednej z komnat królewskich i stanąwszy przed ukrytymi drzwiami w ścianie, rzekł: - Tędy aż do katedry dojść można. A Wołodyjowski począł mówić przerywanym głosem : - Ściśnij mu głowę! Nacierpiało się chłopisko też...
Przypomniał sobie, jak ostro zakrzyknął na pana Zagłobę: „Waćpan Krzysi nie ubliżaj!” I ot, kto ubliżył Krzysi? Kto teraz namyślał się, czy nie lepiej ją jako pokojową zostawić, a samemu odjechać? - Żeby nie tamta nieboga, to ja bym się i minuty nie namyślał - rzekł do siebie mały rycerz - za czym bym i zgoła się nie martwił, owszem, radować by mi się w duszy, żem takiego specjału zakosztował! Po chwili zaś mruknął: - Zakosztowałbym ja go chętnie i sto razy! Widząc jednak, że na nowo pokusy go opadają, otrząsnął się z nich mocno i tak począł rozumować: „Stało się! Skorom raz postąpił jak ten, któren nie amicycji pragnie, ale od Kupidyna kontentacji wygląda, to już muszę tą drogą iść i powiedzieć jutro Krzysi, że ją chcę pojąć.” Tu zastanowił się chwilę, po czym tak dalej rozmyślał: „...Przez którą deklarację i owa dzisiejsza konfidencja zgoła jakowejś poczciwości nabierze, i jutro nowych będę mógł zaraz sobie pozwol...” Lecz w tym miejscu uderzył się dłonią po ustach. Tam powiedziano im, że Ketling właśnie tego ranka ma wyjechać w zamorską podróż. A Michał byłby i wszystko przehulał, gdyby nie to, żem go zawsze powściągał. Tak upłynął dzień drugi. Stanisław Michalkiewicz Jeśli później zechcesz wrócić do habitu, nikt ci impedimentów nie będzie stawiał. Pan Wołodyjowski nie sprzeciwił się temu, bo go Zagłoba do zgody skłonił. - No, trzymaj waćpanna szablę, bo wytrącę! - Zobaczymy! - A ot! I szabelka, wyfrunąwszy jako ptak z rąk Basi, upadła z brzękiem aż koło pieca. Mellechowiczowi Lipkowie zagłębiali się w nie ostrożnie i gdy koniec konwoju był jeszcze na wysokim skraju, początek jego zstępował jakby pod ziemię.
Część wprawdzie rabusiów wymknęła się przez ów ruch w pole i rozleciała się po równinie jak stado liści, ale żołnierze z tylnych szeregów, którzy przystępu do bitwy dla zbyt małego miejsca znaleźć nie mogli, puścili się za nimi natychmiast, po dwóch, potrzech lub pojedynczo. - Waćpan mnie lekceważysz? - spytała dysząc mocno. Pan hetman dobrze o tym wie i panu Boguszowi, a także i panu Myśliszewskiemu polecił na powrót ich pod chorągwie Rzeczypospolitej spraktykować, pan Bogusz zaś mnie do tego użył i porozumiewać mi się z Kryczyńskim rozkazał. Robert Kiyosaki Nim pójdę, dobrze pierwej sobie ułożę, co mu mam powiedzieć, aby się od razu nie zlisił; ale w Bogunadzieja! Konfidował zawsze żołnierzysko więcej memu dowcipowi niż swemu; tuszę, że i teraz tak będzie, chyba że się całkiem odmienił.Nazajutrz, zaopatrzywszy się w listy księdza prymasa i ułożywszy cały plan z Hasslingiem, zadzwonił pan Zagłoba do furty klasztornej na Mons regius. A nikomu przez to nie był tańszym, że nie jako poseł jechał, wiedziano bowiem, że i między arbitrami znajdują się tacy, którzy więcej od samych posłów mogą. - Tak! - odrzekła niskim głosem Krzysia. - Dla Boga! - zawołała pani stolnikowa. A tamci gnali, gnali, jak szarak, który czuje psy za sobą.
Począłem się na niego patrzeć, on na mnie; poznał mnie także... Pan Michał począł mrugać oczyma, jak człowiek, który nie dosłyszał, co do niego mówią, potem zmienił się na twarzy, wstał, usiadł znowu; pot w jednej chwili okrył mu perłami czoło, więc począł je dłońmi obcierać. Słowa Basi były jednakże dopiero początkiem tych rozlicznych przytyków, tych znaczących spojrzeń, mrugań oczyma, potrząsań głową, tych wreszcie słów obosiecznych, które musiała przenieść. Ale mimo nagany nie przestała go badać oczyma, jakby chcąc jego wartość żołnierską ocenić, a wreszcie poczęła wypytywać o niego pana Zagłobę. Wściekłość go brała z tego powodu na samego siebie, a jednak obronić się uczuciu słodyczy i rozkoszy nie mógł. Mówiłem, że się ma ku niej, bo była prawda; mówiłem, że Ketling godny kawaler, bo była i jest prawda; ale swaty białogłowom zostawuję. - Perkułab musiał ich tam nacisnąć, więc się do nas wymykają; ale tam samej ordy będzie ze dwieście. Ale teraz to inna rzecz.
Powiadają, że nie tylko ma być mężny żołnierz, ale i stateczny, co mi nawet dziw, bo zawsze był wicher. Jakże tak człeka bez nijakiej pociechy zostawić? Wszelako poznawszy, że nic nie wskóram, postanowiłem jechać do Skrzetuskiego. I czyli ty możesz przypuścić, że Pan Bóg potrzebuje, on, taki bogacz, jedyny skarb ubogiemu żołnierzowi wydzierać?... Nieraz w uczuciach ludzkich coś się tak nieznacznie, jakoby maluchny cierń kłuje i z czasem albo się goi, albo też jątrzy coraz bardziej i choćby największą miłość bólem i goryczą zaprawia. - I! i! - pisnęła z radości Basia i stanąwszy w strzemionach, chwyciła małego rycerza za szyję. - Hetmanem zostanie? A pan Bogusz wziął się w boki: - Tak jest! hetmanem zostanie! Żałuję, że nie mogę więcej powiedzieć... - Więc co? - Więc sami nie wiedzą, co mają czynić. Módl się tylko za duszę moją, bo ja rąk Bogusławowych nie ujdę!...